Seksualna kontrrewolucja

Data publikacji: piątek 29 maja 2009
Autor: Wojciech Bołoz Publikacje autora
Dział: Edukacja medialna > Recenzje
Odsłon: 2042

Recenzja książki: G.Kuby, Rewolucja genderowa. Nowa ideologia seksualności, Kraków 2007, ss. 168

Od jakiegoś czasu napotykamy w mediach na dziwne wiadomości. Oto w Szwecji został oskarżony i skazany przez sąd protestancki pastor, ponieważ powiedział w czasie kazania, że homoseksualizm jest grzechem. Z podobnego powodu katolik Rocco Buttiglione, mimo najlepszych kwalifikacji, nie mógł zostać komisarzem Unii Europejskiej. W Wielkiej Brytanii władze oświatowe nie zgodziły się na używanie w podręcznikach szkolnych tradycyjnych określeń „matka” i „ojciec”, ale wyłącznie „rodzic”, aby w ten sposób nie dyskryminować gejów i lesbijek wychowujących dzieci. W Niemczech w przedszkolach i pierwszych klasach szkół podstawowych realizowano program edukacji seksualnej, który nie tylko stykał dzieci z homoseksualnymi ilustracjami, ale także przewidywał spotkania z aktywistami tej mniejszości seksualnej, którzy domagali się od dzieci deklaracji, jaki typ seksualności chcą one realizować w swoim życiu: „homo” czy „hetero”? Czytelnik tych informacji, które nie może zrozumieć, jak w demokratycznym kraju można zakazywać powszechnie używanych słów lub karać za wypowiedziane przyjęte ogólnie opinie, otrzymuje interpretację tych zjawisk w niewielkiej książeczce Rewolucja genderowa, której lektura pozwala połączyć te oderwane na pozór fakty i dostrzec ich wspólną genezę. Jesteśmy bowiem świadkami i uczestnikami nowej rewolucji, w której centrum znajduje się słowo „gender”.
   
Przeciętny człowiek wie, że w następstwie sterowanej przez Boga ewolucji na przestrzeni milionów lat wykształciły się u ludzi dwie płcie: męska i żeńska, które umożliwiają prokreację i gwarantują potomstwu różnorodność genetyczną. To zróżnicowanie seksualne w osobach mężczyzny i kobiety stanowiło podstawę małżeństwa i rodziny, wpływało na organizację społeczną, głównym tematem kultury, literatury i sztuki. To wszystko było, ponieważ teraz ma być inaczej. Okazuje się bowiem, że określenie „płeć” jest politycznie niepoprawne, bo mówi tylko o mężczyznach i kobietach heteroseksualnych oraz o rolach, jakie pełnią oni w społeczeństwie. Tymczasem oprócz takich mężczyzn i kobiet są jeszcze inni: geje, lesbijki, transwestyci, transseksualiści... To wprawdzie też mężczyźni lub kobiety, ale tylko biologicznie. Psychicznie nie zgadzają się oni ze swoją płcią i nie chcą pełnić związanych z nią ról społecznych. Ponieważ brzydzi ich słowo „płeć”, które kojarzy się zbyt jednoznacznie, trzeba je więc zamienić i zastąpić angielskim określeniem „gender” - „rodzaj”. Różnica jest ogromna, ponieważ z płcią człowiek przychodzi na świat, a rodzaj się wybiera. Otóż dzięki temu zabiegowi językowemu nikt już nie będzie czuł się zmuszany, aby być heteroseksualnym mężczyzną lub heteroseksualną kobietą, lecz każdy będzie mógł wybrać i określić swój gender (rodzaj): jako gej, transseksualista, lesbijka, mężczyzna biseksualny lub transwestyta albo cokolwiek jeszcze innego. Starszym przypomina to minione czasy, gdy „pan” stawał się „towarzyszem”, kupca zastępował ekspedient, a miejsce prezydenta zajmował przewodniczący. Dziś jest podobnie, tylko znacznie gorzej. Dawniej bowiem przy pomocy słów próbowano zmieniać strukturę społeczną, dziś chce się zmieniać naturę.
  
Pani Kuby, niemiecka socjolożka i pisarka, niedawno nawrócona na katolicyzm, matka trojga dzieci, wzorem rzymskiego sądu stawia w recenzowanej książce pytanie: komu to służy? Odpowiedź nie jest łatwa. Wydawać by się bowiem mogło, że rewolucja genderowa, promując mniejszości seksualne, służy tym właśnie środowiskom. Z badań wynika jednak, że homoseksualista jest bardziej narażony na depresję, uzależnienie, przemoc ze strony partnera i samobójstwo niż jego heteroseksualny kolega. Promocja homoseksualizmu jest zatem działaniem szkodliwym dla samych gejów. Nie inaczej jest w przypadku pozostałych mniejszości seksualnych. Rewolucja genderowa nie służy także przede wszystkim młodym ludziom, przeżywającym konflikty dojrzewania i szukającym dopiero swej tożsamości seksualnej, ponieważ zbyt łatwo mogą oni uwierzyć, że ich problemy dadzą się rozwiązać przez zmianę orientacji seksualnej. Rewolucja ta nie służy też społeczeństwom europejskim, nękanym spadkiem urodzeń i próbującym utrzymać poziom demograficzny przy pomocy becikowego. Komu zatem ona służy?
  
Autorka tej niewielkiej książeczki jest dobrze zorientowana w realiach społecznych Europy i USA. Zna filozoficzne i kulturowe trendy lewicowych środowisk, które kontynuują przebudowę społeczeństwa mimo katastrofy komunistycznego eksperymentu (a może właśnie wskutek niej...). Zna też metody edukacji seksualnej i jej negatywne konsekwencje. Uważa, że „rewolucja genderowa” jest wyrazem narastającej ekspansji relatywizmu, który zaciera granicę między dobrem i złem, między prawdą a kłamstwem. Ekspansja ta, forsowana przez środowiska liberalne i lewicowe, głosi, że słuszne jest to, za czym opowiada się większość. Eutanazja i podobne czyny przestają być naganne, jeżeli większość społeczeństwa je akceptuje. Gabriele Kuby jest Niemką i dlatego wciąż pamięta, że Hitler doszedł do władzy na drodze demokratycznych wyborów, z poparciem większości społeczeństwa. Dlatego też obawia się demokracji bez obiektywnych wartości, zdaje sobie bowiem sprawę, że większość, uzbrojona przez media, może dokonywać wyborów fałszywych i niebezpiecznych. Gabriele Kuby boi się rewolucji generowej, ponieważ jawi się ona jako duchowe i filozoficzne przygotowanie do przejęcia władzy przez zwolenników dyktatury relatywizmu. 
  
Innym charakterystycznym i niepokojącym rysem rewolucji genderowej jest jej agresja wobec chrześcijaństwa, szczególnie w stosunku do Kościoła katolickiego. Autorka recenzowanej książki jest neofitką, która po latach poszukiwań odnalazła swoje miejsce w katolicyzmie, i jako taka, z bólem stwierdza, że katolicy są dziś jedyną grupą, którą można bezkarnie obrażać. Dobre imię Cyganów i Żydów, kolorowych i gejów, i kogokolwiek bądź innego chronione jest prawem i poprawnością polityczną. Jedynie katolicy mogą być lżeni bezkarnie. Jej zdaniem jest to cena, którą Kościół katolicki płaci za to, że jest jedyną instytucją we współczesnym świecie, która broni bezkompromisowo prawdy i dobra. 
   
Jest jeszcze jedna odpowiedź na pytanie, komu służy rewolucja genderowa. Chociaż w tekście Autorka nawiązuje do „czerwono – zielonej” koalicji promującej w Niemczech rewolucję genderową, to jednak nie wspomina wyraźnie o środowiskach radykalnych ekologów, które mogą być zainteresowane wspieraniem mniejszości seksualnych jako środka służącego zmniejszeniu populacji ludzkiej. W roku 2007 renomowane wydawnictwo angielskie Penguin Books opublikowało książkę Jamesa Lovelocka The Revenge of Gaia, reklamowanej jako najlepsza dotychczas książka na temat ochrony środowiska naturalnego. Autor przewiduje w nie apokaliptyczne katastrofy w skali światowej, mające być zemstą Ziemi i chroniącej ją bogini Gai za skażenie środowiska naturalnego, i domaga się stosowania zdecydowanych środków proekologicznych. Jednym z nich jest depopulacja. Na stronie 181 czytamy wypowiedź autora: Osobiście uważam, że powinniśmy być na tyle mądrzy, aby dążyć do stabilizacji [światowej] populacji na poziomie około 500 mln – 1 mld ludzi, a wtedy będziemy mogli uprawiać różne style życia bez obawy naruszania równowagi w przyrodzie. Na pierwszy rzut oka zadanie to wydaje się trudne, a nawet beznadziejne, ale wydarzenia ostatniego stulecia pokazują, że może ono być łatwiejsze, niż myślimy. W społeczeństwach dobrobytu kobiety posiadające inną możliwość samorealizacji dobrowolnie rezygnują z płodności. Cytowana wypowiedź jednoznacznie głosi, że współczesna światowa populacja, licząca około 6 mld ludzi, powinna być zmniejszona 6 – 12 –krotnie. Jednym ze sposobów osiągania tego stanu może być popieranie mniejszości seksualnych, innym dyktatura relatywizmu, pozwalająca na radykalne zmniejszenie urodzin. Praktyka stosowana w Chinach pokazuje, że jest to możliwe i skuteczne.
   
Nasza polska demokracja została zdobyta ogromnym wysiłkiem. Chociaż jest młoda i ma liczne niedoskonałości, jesteśmy z niej dumni i otaczamy ją estymą. Wierzymy wciąż, że z biegiem czasu demokratyczna kultura w naszym kraju będzie się doskonalić. Ostrzeżenie Gabriele Kuby, że demokracja może ulec degeneracji i służyć zwolennikom dyktatury relatywizmu do przechwycenia władzy, może polskiego czytelnika szokować. Autorka jednak odwołuje się przekonująco do historii i wzywa rodziców, wychowawców i duchownych do czujności, refleksji i aktywności. Jej zdaniem forsowana rewolucja genderowa domaga się „kontrrewolucji seksualnej” dla dobra naszych dzieci i naszych społeczeństw. Wielu polskich czytelników wciąż jeszcze pamięta czasy Solidarności i niechętnie myśli o nowych rewolucjach i kontrrewolucjach, jesteśmy bowiem zmęczeni przeżytymi zmianami i chcemy spokoju. Ale również w takim stanie ducha warto sięgnąć po tę niewielką książeczkę, której Autora patrzy na współczesny świat wnikliwym spojrzeniem i dostrzega zjawiska, które uchodzą naszej uwadze, a które dotyczą nas wszystkich.

dr Wojciech Bołoz CssR  - recenzja ukazała sie w Homo Dei - 1/2008